Język:

Ikona języka polski

Infolinia: 22 474 00 44
Koszt wg taryfy operatora. Realizator usługi: Arteria C.S.

Strona główna > Blog > „W uszach moich trwa szum twój, lesie dzieciństwa i młodości (...)”

„W uszach moich trwa szum twój, lesie dzieciństwa i młodości (...)”

Świętokrzyskie. Lubię wracać w rodzinne strony. Choć serce wciąż ciągnie mnie w nieznane, chce odkrywać i poznawać nowe miejsca, to tęsknota pcha mnie do jednych z najstarszych gór w Europie. Do Moich Gór.

Przyjechałam do rodzinnego domu zmęczona i zniechęcona nadmiarem obowiązków. Sama byłam sobie winna; wciąż chcę coś robić, rozwijać się, czytać, słuchać, podróżować, a brakuje mi czasu na oddech i odpoczynek. Rzuciłam torbę na podłogę, położyłam się na łóżku. Zasnęłam.

Wstałam o świcie. Był początek maja. Wiosna nieśmiało stukała do kuchennych, jeszcze pachnących zimowymi porankami okien. Na zewnątrz szumiała najpiękniejsza ze wszystkich zieleni, a na trawie szkliły się krople rosy. Rześkie powietrze głaskało mnie po policzku.

Wyruszyłam do lasu. W Puszczy Jodłowej spędziłam całe swoje dzieciństwo. Doskonale pamiętam jej zapach, jej zapraszającą ciszę, szmer źródełka w Świętej Katarzynie, widok gołoborza na Łysej Górze. Pamiętam, jak z początkiem czerwca można było kupić pierwsze truskawki, wychodząc z lasu na pole, a zimą niemal słychać było iskrzący się na śniegu mróz. Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką robiłam sobie zdjęcie z posągiem Pielgrzyma Świętokrzyskiego, i wymyślałam coraz to nowsze sposoby na sprawdzenie, czy legenda jest prawdziwa, i czy figura faktycznie z każdym rokiem porusza się o ziarnko piasku do przodu. Śmiertelnie bałam się, że któraś z moich metod się sprawdzi, bo - jak niesie podanie - gdy pielgrzym dotrze do klasztoru na Łysej Górze, nastąpi koniec świata. Zrobiłam sobie zdjęcie też tym razem i pomaszerowałam na górę.

Nie wiem, jak to jest, może wynika to z sentymentu, może lokalny patriotyzm nakazuje mi tak myśleć, ale nie mogłam przestać zachwycać się świętokrzyskimi krajobrazami. Moi znajomi śmieją się, że to nie góry, tylko pagórki, i że co to są za widoki w porównaniu do innych, „prawdziwych” gór. A potem razem ze mną przyjeżdżają w te strony. I zmieniają zdanie.

Zmieniają zdanie, słuchając lokalnych legend i procedur obrzędów, uwielbiają odwiedzać Diabelski Kamień i słuchać o zlocie czarownic na Łysicy, nabierają wodę ze źródełka Świętego Franciszka, i kładą się na łące gdzieś między jednym znakiem szlaku a drugim i planują kolejne świętokrzyskie rajdy.

Położyłam się i ja. Dobrze było być w domu.

Mój spacer zakończył się w najbliższym memu sercu miejscu - w Świętej Katarzynie. Nabrałam w dłonie krystalicznie czystej i jednocześnie przeraźliwie zimnej wody ze źródełka Świętego Antoniego. Napiłam się i przemyłam nią twarz. Przechodząc obok klasztoru przypomniało mi się, jak za czasów liceum, gdy zaczytywałam się w Żeromskim, odwiedzałam kapliczkę, na ścianie której pan Stefan, będąc wówczas uczniem, wyrył swój autograf. Ja byłam na wagarach, odwiedzając to miejsce, on był na wagarach, składając tam swój podpis. Uśmiechnęłam się na wspomnienie moich literackich wycieczek.

Stałam na skraju. Jedną nogą byłam jeszcze w Puszczy, jeszcze słyszałam szept drzew, szelest liści i czułam woń mokrej ziemi. Jeszcze mogłam zawrócić i znów przenieść do miejsca, w którym czas płynie inaczej.

Stałam obok klasztoru bernardynek. Łąka obok niego uśmiechała się do mnie tysiącem żółtych kwiatów. Wyglądała jak (spełniona) obietnica pięknego, wiosennego dnia.

*cytat pochodzi z „Puszczy Jodłowej” Stefana Żeromskiego


Autor: Konstancja Goda