Język:

Ikona języka polski

Infolinia: 22 474 00 44
Koszt wg taryfy operatora. Realizator usługi: Arteria C.S.

Strona główna > Blog > Bieszczady!

Bieszczady!

Bieszczady! Każdy, kto był tam chociaż raz wie, że to miejsce pełne magii. Każdy, kto był tam chociaż raz, chciałby tam wrócić. Każdy, kto tam był chociaż raz wie, że piwo miodowe najlepiej smakuje w Ustrzykach po zejściu ze szlaku. I każdy, kto tam był chociaż raz wie, że muzyka najpiękniejsza jest właśnie tam na wieczornych koncertach na żywo.

Dla mnie to ważne miejsce, bo tak poznałam lepiej mojego obecnego narzeczonego, który wybrał się ze mną zupełnie spontanicznie po tym, jak moje plany wakacyjne całkiem się zepsuły. Bieszczady to otoczenie, które całe nie składa się z miejsc czy ludzi, ale z doznań. Nie można więc tego opisać inaczej niż przez ciepło słońca, które kładąc się na skórze daje najpierw miłe ciepło, ale po kilku godzinach marszu masz go dosyć, a każdy kolejny promień rani Twoją skórę.

Przez wiatr, który chociaż daje ukojenie, jest mylny, bo wystarczy przystanąć i zdjąć plecak, by przejął Cię dotkliwy chłód. To strużka potu płynąca po plecach i łaskocząca skórę na karku. To długie kilometry pod górę, które czujesz w każdym mięśniu i w pulsującym na stopie odcisku.

To kupione w niepozornej budce najlepsze w życiu pierogi z kozim serem i czosnkiem niedźwiedzim rozpływające się na podniebieniu tak, że przymykasz oczy i starasz się rozkoszować tym momentem jak najdłużej. To zimna woda ze strumienia ochlapująca twarz. To ocierające się o ramiona szelki plecaka, który z każdym krokiem wydaje się coraz cięższy. To widok na szczycie, który chłoniesz całym sobą i starasz się zabrać na dłużej. To słodki smak roztopionej od słońca czekolady, kiedy potrzebujesz postoju. Bąbelki najlepszego piwa miodowego drażniące nozdrza od wewnątrz. To miły dotyk nagrzanych traw, po których przesuwasz dłonią idąc wzdłuż szlaku. To zapierająca dech intensywność i zapach kilku małych malin, które pachną lepiej niż cały malinowy ogród. To zapach starego stęchłego drewna w schronisku. To stukający o sprzączki metalowy kubek przytroczony do plecaka. To uśmiech osoby, do której stolika dosiadasz się na wieczorny koncert. To wirujący w głowie dźwięk skrzypiec i miarowość gitary akustycznej. To strumień z małymi rybkami obijającymi się o twoje zanurzone stopy. To zapach parujących po letnim deszczu połonin. To czyjaś ręka, która pierwszy raz łapie za moją. Gwiazdy spadające nad głową . Wbijający się w plecy kamyk pod karimatą. I spokój taki, jakby w domu wcale nie czekało na nas morze obowiązków.

Autor: Paulina Maślanka