Język:

Infolinia: 703 202 020
Opłata 1,29zł brutto/min połączenia. Realizator usługi: Progress Plus s.c.

#Zobacz Półwysep Helski. Idealne miejsce dla niej i dla niego

 

Uwielbiam z nim podróżować. Jest zawsze przy moim boku, wspiera w chwilach słabości – to takie moje oparcie. Podwozi mnie, gdzie tylko zechcę. I zawsze czeka cierpliwie. A że jest egzemplarzem wyjątkowym, to rzuca się w oczy. Czasem nawet jestem zazdrosna. Sama nie wiem, czy ci wszyscy ludzie patrzą na mnie, czy na ten mój różowy, trochę obtarty rower. Ale nieważne. Ważne jest tylko to, że teraz nie muszę pedałować, bo siedzę sobie w wygodnym wagonie, a on dumnie wyleguje się pod sufitem korytarza. Nie trzeba dodawać, że skoro trwa sezon, to nie jedziemy sami. I dobrze. Gdy jadę pociągiem, słucham ludzi i tworzę listę miejsc wartych odwiedzenia. Jedni chwalą pizzerię, inni odradzają zakupy w porcie, są też znawcy widoków, które, jak to się mówi, zapierają dech w piersiach. Wszystko zanotowałam. Wiem nawet, gdzie stoją stare czołgi.

Na wycieczkach liczą się tylko widoki, a najlepsze są widoki z perspektywy siodełka  – mobilnego centrum rozrywki. W jednej chwili podziwiasz parawaniarzy, za zakrętem schrony wojskowe, za moment promenadę, targ rybny, a od strony zatoki grupki miłośników windsurfingu. Dalej jest camping dla najmodniejszych ludzi na świecie, którzy zapewne pochodzą z Warszawy, ale ty nie masz kompleksów, łapiesz oddech i nie dowierzasz, bo właśnie pomachał do ciebie aktor Piotr Fronczewski, który od lat prowadzi tu pensjonat. A ty o czym myślisz? Ano o tym, czy ten cały Fronczewski docenił gestem twoją urodę, czy może brak urody roweru, na którym właśnie jedziesz. Ale pamiętajcie, rowery kupuje się na dobre i na złe. Gdy pojawia się wstyd lub zmęczenie, warto podjechać na stację kolejową w Chałupach. Tak też zrobiłam. 

Znowu jedziemy pociągiem, a wspomnienia wracają.

Na Półwysep Helski przyjeżdżam od 1998 roku. Wtedy, dwadzieścia lat temu, nie było tu takich porządnych ścieżek rowerowych, ale kolej już oczywiście była. Dzięki niej moi rodzice mieli wakacyjny rytuał: pobudka w Helu, gdzie najwięcej jodu, dojazd pociągiem do Jastarni, gdzie najczystsze plaże, potem stacja Jastarnia, gdzie największy wybór domowych obiadów, a na sam koniec Chałupy, gdzie zawsze można popatrzeć na kolorowe żagle na zatoce. Chyba tylko raz dojechaliśmy aż do Władysławowa, ale tam, jak mówił mój tato, za duży tłum. Sama nigdy tego nie sprawdziłam. Zawsze powtarzam trasę Hel–Chałupy, i jak zapewne się domyślacie, w jedną stronę na rowerze, a powrót to już pociągiem. Hel jest niezwykły wieczorami, bo masz takie poczucie, że siedzisz sobie na samym koniuszku Polski, a przed tobą tylko morze i myśli.

 

Autor: Tina B.